Info

Więcej o mnie.

Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2014, Październik4 - 0
- 2014, Wrzesień8 - 1
- 2014, Sierpień13 - 0
- 2014, Lipiec9 - 0
- 2014, Czerwiec12 - 2
- 2014, Maj13 - 1
- 2014, Kwiecień15 - 1
- 2014, Marzec9 - 0
- 2014, Luty3 - 0
- 2013, Sierpień4 - 0
- 2013, Lipiec8 - 2
- 2013, Czerwiec15 - 2
- 2013, Maj17 - 5
- 2013, Kwiecień6 - 0
- 2012, Październik2 - 2
- 2012, Wrzesień16 - 8
- 2012, Sierpień5 - 4
- 2011, Lipiec4 - 6
- 2011, Czerwiec7 - 12
- 2011, Maj6 - 3
- 2011, Kwiecień12 - 10
- 2011, Marzec2 - 5
- 2010, Sierpień10 - 7
- 2010, Lipiec14 - 12
- 2010, Czerwiec17 - 14
- 2010, Maj8 - 22
- 2010, Kwiecień11 - 24
- 2010, Marzec2 - 8
- 2010, Luty1 - 3
- 2009, Listopad12 - 34
- 2009, Październik11 - 30
- 2009, Wrzesień16 - 23
- 2009, Sierpień16 - 17
- 2009, Lipiec3 - 0
- 2009, Czerwiec11 - 24
- 2009, Maj11 - 16
Dane wyjazdu:
20.78 km
0.00 km teren
00:48 h
25.98 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:187 ( 93%)
HR avg:167 ( 83%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:szosowy składak
nie znasz dnia ani godziny..
Wtorek, 26 maja 2009 · dodano: 26.05.2009 | Komentarze 2
ja to normalnie mam szczęście w nieszczęściu.dziś miałem kolizję, co prawda nie rowerem, ale też jednośladem (skuter). wina pośrodku. jeden facet mnie puścił, drugi z tyłu popierzał na tyle szybko drugim pasem że gdy ruszałem to był poza zasięgiem mojego wzroku, albo w martwym punkcie, albo nie wiem gdzie. albo go klasycznie zwyczajnie nie zauważyłem za co powinienem dostać mandat (co nie zmienia faktu że stanowczo za szybko jechał jak na skrzyżowanie i ograniczenie 40-50kmph). huk był taki że myślałem że pół skutera urwało. jak się okazało dostałem chyba lusterkiem po kierunku i straciłem tylko obudowę. facet co najwyżej sobie pewnie lusterko złożył/porysował. nie mogłem uwierzyć w obrażenia nikłe skutera i żadne moje.. ale wydarzenie to przypomniało mi pewną serię od końca której podświadomie zacząłem jeździć ostrożniej po mieście..
a było to gdy byłem piękny i młody i miałem pałera w nogach (2003). w lipcu w ciągu czterech dni takie oto perypetie mi się przytrafiły: pomykamy z kumplem do sącza, delikatnie w dół, dobry wiatr, 50-60kmph. kolega liznął mi koło i poleciał na asfalt. jak się obróciłem zobaczyłem jak zderzak maluszka przechodzi mu kilkanaście cm od głowy. kierowca miał refleks, na szlifach się skończyło. kolejny dzień, zjazd z bielanki. rozpędzałem się dopiero, ok 50kmph i złapałem 'gwałtownego' kapcia. z wielkim trudem zapanowałem nad rowerem. dwa dni później, ten sam zjazd. lecę na nim zwykle 70-80kmph. tego dnia pierwszy raz i jedyny do tej pory w życiu bałem się zjechać! heblowałem i zsuwałem się 20-30kmph, zastanawiając co się ze mną dzieje. nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. wprost marzyłem żeby znaleźć się już na dole. stoczyłem się jakoś, pojechałem do gorlic, a tam facet wyjechał mi busem z podporządkowanej. paraboliczny lot 2,5m nad poziom jezdni, nieustane lądowanie, zero obrażeń (miałem kask, skończyło się na ogólnym 'oboleniu') rower skasowany (ach, nowe koła miałem, rama przestawiona). i niech mi ktoś powie że opatrzność nie czuwa... przez najbliższe parę dni wprowadzam stan szczególnej ostrożności ;)
co do jazdy - mała pętelka. i pierwszy prawdziwy podjazd zaliczony (w sumie pół - bielanka do skrętu na łosie). trening w zakresie progu, bo nie miałem czasu i się spieszyłem, zresztą stres trzeba było zniszczyć. ech, dawno nie jeździłem, nie znam już wszystkich dziur na moich starych trasach. pojawiły się nowe, stare pozalepiane, słowem życie się toczy a wisła płynie (na mistrza :D) jako że nie miałem czasu się rozkręcić po jeździe o zmroku wskoczyłem na górala ciotki i pomknąłem na 'bulwary ropiane' (ale tych zrzynków wróżonych z fusów nie wpisuję). normalnie prawie jak wiślane ;) i nawet z powrotem policmajstry się nie przy...ły o brak oświetlenia, może dlatego żem chodnikiem sobie pozwolił. po wsiach to wolą jak bajkersi chodnikami śmigają. punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
tak, tu to piszę, a praca idzie jak krew z nosa :(
(jebane bakłażany, ale jakbym w szpitalu znów wylądował tobym faceta zabił chyba)
a na koniec, niejako tradycyjnie w celu ukolorowienia bajkloga zdjęcie z archiwum mego.
na dziś takie memento mori - śmierci nie unikniesz, ale czasem swoim zachowaniem możesz ją opóźnić...

nie znasz dnia ani godziny...© mateo